Ja bym się tym nie najadł w podróży – Iran

Zaraz po tym jak zarezerwowaliśmy lot do Iranu rozpoczęłam przeglądanie Internetu w celu wyszukania wegańskich opcji jakie oferuje kuchnia perska. Moim oczom ukazało się wiele przepisów z użyciem orzechów, sezamu, ryżu, czy warzyw strączkowych. Przyswoiłam sobie nazwy najbardziej popularnych roślinnych potraw, a także składników odzwierzęcych, aby być w stanie poinformować osobę sprzedającą mi jedzenie o tym czego nie spożywam. Przygotowana w przenośny słowniczek i kilka zapamiętanych fraz, już w pierwszy wieczór w Teheranie, w dzielnicy Darband miałam okazję wykorzystać swoje umiejętności i spróbować prostych perskich dań. Udało nam się tego dnia skosztować pyszne ugotowane buraki, zupę Ash Reshteh oraz prostą sałatkę i placki zastępujące Irańczykom chleb. Zupa ta składa się z ciecierzycy, czy fasoli oraz dużej ilości ziół i makaronu. Tradycyjnie podawana jest ze śmietaną, która dodawana jest do niej przy serwowaniu także można bez problemu wcześniej uprzedzić kucharza.

Zdjęć samego jedzenia z tego dnia niestety brak, aczkolwiek polecam sobie wyguglować, zwłaszcza zupę. Dla pocieszenia – dzielnica Darband.

DSC_1934

Przygotowując się do podróży dowiedziałam się iż wegańskich potraw warto szukać na targach, w miejscach gdzie przebywa dużo miejscowych. Z powodu intensywnego zwiedzania i przejazdów nie mieliśmy zbyt wiele czasu na szukanie wegańskich opcji na mieście i przez kilka dni od pierwszego wieczoru w Teheranie posiłkowaliśmy się głównie świeżymi owocami, perskim chlebem z wiśniowym dżemem i chałwą, pistacjami. Wieczorami korzystaliśmy z niechlubnych zupek z paczki, które tam w Iranie były całkiem przyjemne w smaku i co najważniejsze, nie było problemu ze znalezieniem ich wegańskich wersji!

Gdy dotarliśmy do miasta Yazd natrafiliśmy na kilka barów specjalizujących się w falafelach! Byliśmy w siódmym niebie. Przez 3 dni z rzędu zajadaliśmy się ogromnymi bułkami z falafelami w kształcie donatów, do których każdy miał możliwość wyboru dowolnych dodatków. Wybór warzyw piklowanych w Iranie jest przeogromny, a jak wielu z Was pewnie doskonale wie, to one najlepiej komponują się z falafelem!

DSC_1979

Po około 2 tygodniach podróży przez Iran dotarliśmy na znajdującą się w Zatoce Perskiej, wyspę Qeshm. Tu przez dni mieliśmy okazję mieszkać w domu gościnnym, gdzie za stosunkowo niewielką opłatą (jak na irańskie standardy) oferowany jest nocleg i pełne wyżywienie. Co ciekawe nie ma problemu z otrzymaniem w pełni wegańskich posiłków, które były doskonale skomponowane pod względem smakowym oraz odżywczym. Faktem jest iż na wyspie ciężko było ze świeżymi produktami i na owoce w menu nie było co liczyć, ale jakoś przeżyliśmy. Serwowano nam głównie ostre potrawki na bazie soczewicy, granulatu sojowego, czy ciecierzycy, z dodatkiem suszonej limonki, która dawała daniom niepowtarzalny posmak. Do tego płaski chleb i perfekcyjnie ugotowany ryż. Na śniadanie udało się zdobyć banany, a do tego chleb, domowy dżem z marchewki z dodatkiem wody różanej i sezam. Dziwnie, ale zapewniam że pysznie!

Po Qeshm udaliśmy się na wyspę Hormuz, gdzie w planach mieliśmy biwakowanie na całego. Zaopatrzeni w duże ilości chałwy, daktyli i chleba ruszyliśmy w trasę. Udało nam się znaleźć także coś zupełnie niespodziewanego… wegański sos bolognese w puszce! Po podgrzaniu i dosoleniu był całkiem przyjemny 😉

DSC_2036

Po powrocie na kontynentalną część Iranu, odwiedziliśmy ostatnie miasto, czyli Shiraz. Tam spróbowaliśmy tradycyjnych perskich lodów na bazie… makarony ryżowego! Mimo iż wybrałam smak kwaśnej wiśni, deser był niepoprawnie słodki.

DSC_2056

Dzień przed wyjazdem do Teheranu, a dwa dni przed wylotem do Europy okazało się, że mamy jeszcze sporo gotówki, dlatego zdecydowaliśmy się na obiad w restauracji. Wybór padł na jeden z najlepszych takich przybytków w Shiraz, czyli Haft Kahn Restaurant Komplex. W ogromnym budynku znajduje się kilka pięter, a na każdym z nich restauracja serwująca różne rodzaje kuchni. My postawiliśmy na kuchnię perską w połączeniu z międzynarodową. Spróbowaliśmy tam bardzo dobrej sałatki, pieczonych warzyw, ostrego curry oraz Tahdig, czyli ryżu z „chrupkim spodem”.

DSC_2083Wnętrze restauracji, stolik jeszcze bez jedzenia 🙂

Wszystkim roślinożercom podróżującym do Iranu zdecydowanie polecam spróbowanie tamtejszej kuchni, a przede wszystkim słodziutkich daktyli i chałw. Tych którym gluten jest niestraszny zachęcam do spróbowania chleba z wiśniowym dżemem i chałwą – do dziś wspominam ten smak i mimo iż nie mam dostępu do tradycyjnego perskiego chleba i chałwy, czasem serwuje sobie namiastkę tego „dania”.

Powinnam mieć piękne zdjęcia słynnych perskich stosów przypraw, chałw, różnych rodzajów daktyli… Zamiast tego mój folder przepełniony jest zdjęciami pustyni, plaż, gór i kamieni 😉 Obiecuje poprawić tę kwestię podczas moich przyszłych podróży 😉

DSC_2046Krajobraz niezwykłej wyspy Hormuz

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s